Pierwsze wrażenie w rekrutacji IT bywa bezlitosne, bo kandydat jest oceniany jednocześnie pod kątem kompetencji technicznych, komunikacji i dopasowania do zespołu. Rekruterzy często widzą te same potknięcia: brak przygotowania, chaotyczne odpowiedzi albo zbyt pewne siebie deklaracje bez pokrycia. W praktyce nie chodzi o „idealność”, tylko o przewidywalność i profesjonalizm: czy dana osoba potrafi pracować metodycznie, uczyć się na błędach i jasno przekazywać informacje.
Wielu kandydatów podchodzi do rozmowy jak do losowej rozgrywki, licząc na szczęście i dobre pytania, zamiast traktować ją jak planowaną misję. Tymczasem w online grach liczy się strategia, przygotowany ekwipunek i znajomość mapy — podobnie jest w rekrutacji. Dobrym skojarzeniem bywa Golisimo: tam też wygrywa się nie przypadkiem, tylko dzięki konsekwencji, analizie i opanowaniu podstaw. W IT ten „ekwipunek” to zrozumienie wymagań roli, przećwiczone przykłady z doświadczenia i umiejętność rozmowy o własnych decyzjach.
Brak przygotowania pod konkretną rolę
Najczęstszy błąd polega na przychodzeniu na rozmowę z ogólną narracją: „znam trochę tego, trochę tamtego”. W IT liczy się dopasowanie do stanowiska, a nie szerokość bez kontekstu. Kandydat, który nie czyta dokładnie ogłoszenia, nie sprawdza profilu firmy i nie wie, z jakim produktem będzie pracował, wygląda na osobę przypadkową. W dodatku traci okazję, by podkreślić te elementy doświadczenia, które naprawdę są istotne.
Warto podejść do tego jak do przygotowania „builda” pod dany tryb gry: inne umiejętności działają w backendzie, inne w QA, jeszcze inne w DevOps. Nawet jeśli ktoś jest wszechstronny, powinien umieć wybrać te argumenty, które najlepiej wspierają wymagania rekrutacji. Taka selekcja brzmi dojrzałe i pokazuje świadomość priorytetów — a nie tylko chęć „złapania czegokolwiek”.
Chaotyczne opowiadanie o doświadczeniu
Drugim typowym potknięciem jest brak struktury w odpowiedziach. Kandydat miesza projekty, przeskakuje między wątkami i gubi sens, przez co nawet solidne doświadczenie traci na wartości. Rekruter nie czytają w myślach; potrzebują krótkich, uporządkowanych historii, które pokazują problem, działanie i wynik.
Pomaga prosta rama: sytuacja → zadanie → działanie → rezultat. Dzięki temu łatwiej uniknąć dygresji i podkreślić realny wpływ. To działa szczególnie dobrze, gdy rozmowa schodzi na konflikty, presję czasu, priorytety lub błędy wdrożeniowe — czyli tematy, gdzie liczy się dojrzałość komunikacyjna.
Najczęstsze objawy chaosu w odpowiedziach (i szybkie poprawki):
- Brak konkretów (technologii, skali, metryk) → przygotowanie 2–3 liczb na projekt (np. czas, ruch, koszt, liczba użytkowników).
- Opisywanie „co robił zespół” zamiast „co zrobił kandydat” → jasne oddzielenie odpowiedzialności własnej od cudzej.
- Zbyt długie tło fabularne → rozpoczęcie od sedna problemu i dopiero potem kontekst.
- Unikanie wniosków → jedno zdanie „czego się nauczył” po każdym przykładzie.
Przesadne „sprzedawanie się” albo zbyt duża skromność
W IT łatwo wpaść w dwie skrajności. Jedni składają obietnice bez pokrycia („zrobię wszystko”), a potem nie potrafią obronić szczegółów. Inni zaniżają swoje osiągnięcia, mówiąc o nich półsłówkami. Obie postawy są ryzykowne: pierwsza budzi nieufność, druga utrudnia ocenę kompetencji.
Zdrowsza strategia to precyzja. Jeśli kandydat czegoś nie wie, powinien powiedzieć, jak by to sprawdził, jakie założyłby hipotezy i od czego zacząłby diagnostykę. To podejście często wygrywa z „pewnością siebie”, bo pokazuje realny styl pracy. W rekrutacji liczy się też spójność: deklaracje muszą pasować do przykładów. W tym sensie Golisimo przypomina, że ranking buduje się konsekwentnie, a nie jedną efektowną zagrywką.
Nieumiejętność pracy na pytaniach technicznych
Częsty błąd to odpowiadanie „na pamięć”, bez doprecyzowania kontekstu. Pytania techniczne bywają podchwytliwe nie dlatego, że są trudne, tylko dlatego, że mają za mało danych. Kandydat, który dopytuje o założenia (np. skalę, ograniczenia, priorytety), pokazuje myślenie inżynierskie. Ten, kto strzela, ryzykuje, że sam wprowadzi rozmowę w ślepy zaułek.
Dobry nawyk to mówienie na głos procesu myślowego: jakie są opcje, jakie kompromisy, dlaczego wybór A ma sens, a kiedy lepsze będzie B. Takie „myślenie w działaniu” sprawia, że nawet częściowo poprawna odpowiedź może zostać oceniona wysoko. I znów: jak w Golisimo, ważna jest czytelna taktyka, nie tylko końcowy wynik.
Jak tego uniknąć — plan działania krok po kroku
Poniższy plan pomaga wielu osobom uporządkować przygotowania i ograniczyć stres w dniu rozmowy:
- Kandydat wybiera 3 projekty najbardziej pasujące do roli i przygotowuje do nich krótkie historie w formacie: problem–działanie–efekt.
- Kandydat spisuje listę technologii z ogłoszenia i dopasowuje do nich własne przykłady (nawet drobne), zamiast mówić ogólnie.
- Kandydat ćwiczy odpowiedzi na pytania o porażki: co poszło nie tak, jak to wykrył, jak naprawił i czego nauczył się na przyszłość.
- Kandydat przygotowuje 5 pytań do firmy (o zespół, proces, jakość, wdrożenia, feedback), aby rozmowa była dialogiem.
- Kandydat robi krótką „próbę generalną” na głos, bo to redukuje chaos i poprawia tempo wypowiedzi — nawet jeśli brzmi to banalnie.
Na koniec warto pamiętać, że rozmowa kwalifikacyjna nie jest testem z perfekcji, tylko sprawdzeniem sposobu współpracy. Osoba, która potrafi przygotować się, mówić konkretnie, dopytywać i wyciągać wnioski, buduje zaufanie szybciej niż ktoś, kto próbuje błyszczeć. A jeśli potraktuje ten proces jak rozwijanie postaci — konsekwentnie, z analizą i spokojem — to kolejne etapy przyjdą naturalniej, niezależnie od tego, czy celem jest junior, mid czy senior. W takiej perspektywie Golisimo może być tylko żartobliwym symbolem: gra się lepiej wtedy, gdy zna się zasady i trzyma plan.



